cookies

Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.


Zagubione dusze. Kobieta z walizką. DUCHY

Zapach różanego mydła powodował u mnie najczęściej mdłości, tym razem jednak wdychałam go z dużą przyjemnością. Rozglądnęłam się po pokoju, ale nie zauważyłam niczego, co mogłoby być źródłem tej woni. Położyłam się więc do snu z uśmiechem na ustach. Obudziłam się w środku nocy, otworzyłam szeroko oczy. W ciemnym pokoju trudno było dostrzec cokolwiek, po jakimś jednak czasie wzrok się przyzwyczaił do ciemności i mogłam już rozpoznać kontury mebli w sypialni. Spojrzałam na kanapę obok łóżka, a na niej siedziała starsza, zadbana kobieta. Zaświeciłam światło i przyglądnęłam się jej z uwagą. Ubrana była w brązowy, schludny płaszcz, na nogach miała czarne, starannie wyczyszczone buty, a na kolanach trzymała starą, zniszczoną walizkę z brązowej skóry. Siedziała z wyprostowanymi plecami, jak przystało na osobę z dobrego domu. Popatrzyła na mnie swoimi ciepłymi oczami i uśmiech rozpromienił łagodny owal jej twarzy.

– Po co pani ta walizka? Wybiera się pani gdzieś? – zapytałam.

– Widzisz, dziecko moje kochane – odparła – cały czas usiłuję dojechać do mojej córki i moich wnuków. Jednak za każdym razem, gdy wyruszam w podróż, docieram tylko do dworca kolejowego i znowu znajduję się w domu. I tak w kółko. Jestem już zmęczona tą podróżą. Może mogłabyś mi pomóc dostać się do mojej rodziny, bardzo chciałabym ich zobaczyć. Martwię się, czy wszystko u nich w porządku. Nie wiem, czy córka sobie radzi, ma dwójkę małych dzieci. Chciałabym do niej pojechać, aby jej pomóc i spędzić trochę czasu z wnukami.

Zamknęłam oczy. Pojawił się obraz dworca kolejowego, kilku podróżnych przechadzało się tam i z powrotem w oczekiwaniu na transport. Po ubraniu i nakryciach głowy można było datować czas na lata trzydzieste XX wieku. Nagle na dworcu pojawili się żołnierze w mundurach i w tym momencie w moich myślach ukazała się tabliczka z niemiecką nazwą miasta – Breslau. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to, co widzę, sceny które się pojawiają, pochodzą z Wrocławia z czasów drugiej wojny światowej. Popatrzyłam ze spokojem na starszą damę. No tak – pomyślałam – wybierała się do rodziny, gdy w Polsce zagościła już na dobre wojna, zginęła na dworcu i nigdy nie udało jej się dotrzeć do najbliższych. Od tamtego czasu stale próbuje do nich dojechać, bez powodzenia. Nagle starsza pani rozpromieniła się, jej oczy zaświeciły blaskiem.

 – Gdybyś tylko mogła zobaczyć moją córkę. Jest piękna i mądra. Jestem z niej bardzo dumna – opowiadała z zachwytem. – Czy ty masz matkę? – zapytała.

– Tak, śpi w pokoju obok, ma na imię Anna.

– Och, jaki dziwny zbieg okoliczności. Ja też mam na imię Anna. Pamiętaj, drogie dziecko, matka to najważniejsza osoba w życiu każdego człowieka. Kochaj ją i szanuj z całych sił. Wszystkie matki bardzo potrzebują miłości swoich dzieci, wiem to z własnego doświadczenia, Ja mam to szczęście, że moja córka bardzo mnie kocha i mi to okazuje. To właśnie sprawia, że na mojej twarzy tak często gości uśmiech.

Nagle zerwała się na równe nogi:

– Miło się z tobą rozmawia. Już nie pamiętam. kiedy ostatnio mogłam z kimś zamienić parę słów. Ale czas już na mnie, muszę ruszać w drogę. Moja dziewczynka na mnie czeka, muszę już iść.

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, kobieta w pośpiechu opuściła moje mieszkanie. Wiedziałam jednak, że niebawem do mnie wróci.

Po jakimś czasie, gdy siedziałam w kuchni, popijając aromatyczną herbatę, znów poczułam słodki zapach różanego mydła. Usiadła obok mnie przy stole, a ja uśmiechnęłam się do niej jak do starej znajomej.

– Nie mogę się do niej dostać, nie rozumiem, co się dzieje. Powiedz, dlaczego nie mogę dojechać do córki, dlaczego to trwa tyle czasu? Czy zobaczę jeszcze kiedyś moje wnuki?

Po jej lekko pomarszczonej twarzy płynęły cichutko łzy.

– Proszę mnie posłuchać – rozpoczęłam delikatnie – pani już nie należy do tego świata. Tam na dworcu, gdy próbowała pani pojechać do córki, została pani rozstrzelana.

Ze zdziwieniem zauważyłam, że Anna nie była tym faktem bardzo zaskoczona. Wytarła chusteczką nos, przetarła nią ze spokojem twarz, popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach. Zdziwiłam się, jak błyskawicznie pogodziła się z tą wiadomością. Miałam wrażenie. że wręcz odczuła ulgę na myśl o tym, że jej podróż właśnie się skończyła. Odłożyła walizkę na bok, ale powracająca w jej głowie myśl spowodowała, że w niebieskich oczach znowu pojawiły się łzy.

– Nie ma się czym martwić, moja droga – pocieszałam ją. – Pojawiamy się na świecie, a kiedy przychodzi czas, odchodzimy z niego. Taka jest kolej rzeczy, to dotyczy wszystkich bez wyjątku.

– Nie martwię się już o siebie, martwię się o córkę. Biedne dziecko, jak ona zniosła myśl o mojej śmierci.

Zamknęłam oczy. Zobaczyłam młodą kobietę o długich brązowych włosach, zbiegającą po schodach w kamienicy. Jedno dziecko miała na rękach, drugie kurczowo trzymała za rączkę. Wyglądało na to, że w pośpiechu uciekają z domu. Wiedziałam, że wszyscy troje zginęli podczas bombardowania Wrocławia niedługo po śmierci mojego gościa.

– Myślę, że jest pani gotowa, żeby zakończyć tę bezsensowną wędrówkę. A o córkę proszę się nie martwić, na pewno jeszcze kiedyś się spotkacie.

Uśmiech znowu rozpromienił jej twarz. Widziałam, że jest gotowa na odejście. Znów wyprostowała dumnie plecy; siedziała, z niecierpliwością oczekując dalszych wydarzeń. Kiedy rozpoczęłam proces odprowadzania, w kuchni pojawiło się oślepiające światło, zrobiło się jasno niczym w dzień. Przymrużyłam oczy, powoli ze światła wyłaniała się postać młodej kobiety, która szła w stronę Anny z rozwartymi do uścisku ramionami. Moja towarzyszka podniosła się z krzesła, łzy szczęścia spływały po jej twarzy. Po chwili zza młodej dziewczyny wybiegło dwoje dzieci. Chłopcy objęli starszą panią z miłością. Pocałunkom i objęciom nie było końca, a ja przyglądałam się tej scenie oczarowana. Matka głaskała córkę po twarzy, płacząc ze szczęścia, że znowu może ją zobaczyć, a wnuki tuliły się do płaszcza ukochanej babci. Stali tak przez dłuższą chwilę, a ja mogłam z przyjemnością przyglądać się tej uroczej scenie. Wreszcie córka spojrzała na mnie z wdzięcznością, uśmiechnęła się lekko w podziękowaniu. Skinęłam głową i również się do niej uśmiechnęłam. Młoda kobieta podniosła walizkę matki z podłogi, objęła starszą panią ramieniem i wszyscy, powolutku odchodząc, rozpłynęli się w białej mgle. Kuchnię znowu spowił mrok, nastała cisza nocna.

Siedziałam do późna, rozpamiętując wydarzenia tego wieczora. Szczęścia i wdzięczności, jakie czułam, nie da się z niczym porównać. Dziękując w duchu Bogu za wspaniały dar, jaki otrzymałam, i za to, że dzięki niemu mogę być świadkiem tak wzniosłych zdarzeń z życia innych ludzi, udałam się na spoczynek. Jeszcze długo na moich ustach gościł miły mojemu sercu uśmiech.

 

 


Zobacz także

Zagubione dusze . Samobójca z mostu . DUCHY

Stanęłam obok niego , był przestraszony i zdenerwowany . Sama też odrobinę się obawiałam , pierwszy raz odprowadzałam samobójcę .   

Zagubione dusze. Spalony . DUCHY

Powoli zbliżał się wieczór, siedząc w kuchni planowałam kolejny dzień w pracy. Nagle poczułam dziwny zapach, popatrzyłam zdziwiona na syna.   
Copyright 2017 wszelkie prawa zastrzeżone, kopiowanie treści zabronione
Projekt i wykonanie: logo firmy MEETMEDIA